Objaśnienia wyrazów i zwrotów

Menedżer Minister i magister Dokładny czas Obywatel O lepszą jakość Pani prezydent Zaś Pomysł projektu POWRÓT

PANI PREZYDENT CZY PREZYDENTKA?

Żeńskie rzeczowniki osobowe, tożsame z odpowiednimi nazwami męskimi, bo przejęte właśnie z r.m., takie jak minister, premier szerzą się zwłaszcza od drugiej połowy XX w. Męskie rzeczowniki na określenie kobiet występują jednak nawet w staropolszczyźnie, por.: "Niewiasta, którąś mi dał za towarzysza, ta mi dała, żebym jadł1" . O tym, że panią zaczęliśmy nazywać redaktor, zadecydowała płeć tak nazwanej osoby2 i brak odpowiedniego wyrazu. Te żeńskie rzeczowniki mogą zachować nietypowe dla tego rodzaju końcówki zerowe3 , bo już samo ich znaczenie, niewątpliwy związek z płcią, wyraźnie wskazuje na ich żeński rodzaj.

W strukturze języka rodzaj tego typu rzeczowników przejawia się ich nieodmiennością oraz zgodą rodzajową, typową dla rodzaju żeńskiego (por. redaktor naczelna poleciła), a także niemal stałą łączliwością z rzeczownikiem pani, który staje się swego rodzaju wykładnikiem morfologicznym. I to dobrze wyodrębnia rodzaj tych rzeczowników, jeśli zdecydujemy się uznawać je za odrębne jednostki leksykalne4 . Mają one jednak końcówkę -ř, typową dla rodzaju męskiego, a nietypową dla żeńskiego, dlatego zwłaszcza ostatnio tego typu wyrazy próbuje się przystosować do polszczyzny tak, by miały w mianowniku typowe żeńskie zakończenie5 . Jest to niekiedy trudne, bo nazwy żeńskie tworzy w polszczyźnie wiele różnych sufiksów6 , a każdy z nich właściwie niezbyt dobrze nadaje się do utworzenia neutralnej, nienacechowanej formy żeńskiej. Mamy bowiem do wyboru następujące formanty: paradygmatyczny, jednak derywaty typu ministra minister z jednej strony nie są zręczne, bo równoznaczne z D. i B. lp. rodzaju męskoosobowego (por. nie ma ministra i widzę ministra), z drugiej zaś - nietypowe, bo takie pary, jak kum : kuma czy markiz : markiza są rzadkie7 . Stosunkowo najlepszy jest przyrostek -ka, który tworzy już takie rzeczowniki jak kierowniczka, nauczycielka czy czytelniczka. Jest to jednak przyrostek wielofunkcyjny (produktywny m.in. wśród nazw zdrobniałych), często powodujący też powstanie trudnych czy nietypowych dla polszczyzny grup spółgłoskowych - z tego względu niedobre są formy typu *architektka czy *adiunktka oraz teatrolożka, socjolożka - zwłaszcza te ostatnie coraz częściej stosowane, choć zgrzytliwe, brzydko brzmiące. Jeśli derywacja za pomocą przyrostka -ka powoduje powstawanie trudnych do wymówienia grup spółgłoskowych, bywa on poprzedzany tzw. konektywem, np. -ij-, por. Kongijka czy

lesbijka
. Właśnie jednak dlatego, że zakończenie -ijka kojarzy się z tym ostatnim wyrazem, nazwy typu *socjologijka nie byłyby neutralne. Brzmią ponadto jak zdrobnienia8 , podobnie jak - stosowane mimo to - derywaty takie jak krytyczka %kobieta krytyk' czy muzyczka %kobieta muzyk'. Inne formanty żeńskie, a mianowicie: -ica, -ina9 , -owa czy -yni //-ini (po k, g)10 , są nacechowane, bo tworzą albo nazwy pejoratywne, albo nazwy żon, zresztą jak to by brzmiało: *socjolożyca, *socjolożyna, *socjologowa czy *socjologini albo *socjologa.

Jeśli rzeczywiście jest taka potrzeba, wyjściem może być aktywizacja nowego formantu11 . Mógłby nim być np. formant -ina, ale inny niż obecnie stosowany, niepowodujący pełnego zmiękczenia poprzedzającej spółgłoski, jak to jest w wypadku dotychczasowego przyrostka -ina, tworzącego m.in. takie derywaty, jak kapanina (biedna), z wiersza J. Tuwima Kapuśniaczek, czy kobiecina. Wraz z wyrazami zapożyczonymi licznie pojawiły się już w polszczyźnie nowe spółgłoski zmiękczone typu , ď, r', stąd takie nazwy, jak *architektina, *socjologina, a nawet *pediatrina (od nazw męskich zakończonych na -a, typu pediatra wyjątkowo trudno utworzyć żeńską formę12 ), a ostatecznie też *ministrina czy *premierina lub *kanclerina, *prezydentina z tego względu nie budzą sprzeciwów. Miękkie , ď, r' ładnie też brzmią, a i są już w polszczyźnie tak zakończone nienacechowane żeńskie rzeczowniki osobowe, por. balerina i primabalerina. Te nazwy mają tylko jedną wadę: tak utworzone są dłuższe od odpowiadających im męskich rzeczowników aż o dwie sylaby, podczas gdy wyrazy z przyrostkiem -ka - tylko o jedną sylabę.

Tworzenie żeńskich nazw osobowych jest ucieczką przed asymetrią rodzajową, przed językową dyskryminacją kobiet. To jednak złudny sposób, bo i tak zawsze tego typu derywaty będą nosić na sobie ślady pochodzenia od odpowiednich form męskich, zawsze będą pochodne, a więc nierównorzędne. Nawet z tego względu bardziej demokratyczne wydają się męskie formy typu prezydent czy magister, które nie sygnalizują zróżnicowania płciowego13 . Dla systemu językowego niekorzystne wydają się zwłaszcza żeńskie nazwy stopni i tytułów naukowych czy nazwy nie tyle zawodów, ile funkcji typu: magisterka, doktorka, docentka, profesorka czy prezydentka, ministerka, bo formy magister, doktor itd. to właśnie nazwy stopni i tytułów naukowych oraz stanowisk i funkcji, które z płcią nie mają nic wspólnego. Sygnalizowanie różnych płci jest wtedy przerzucone poza rzeczownik. O tym, czy słowa te odnoszą się do kobiet, czy mężczyzn, informują pozostałe wyrazy zróżnicowane rodzajowo, czyli przymiotniki, rodzajowe formy czasowników, inne rzeczowniki, w tym pan, pani, które - także z racji swej krótkości - powoli zaczynają pełnić funkcję podobną do rodzajników w takich językach jak francuski, niemiecki czy angielski. I jest to korzystne dla systemu językowego. Jeśli tak traktujemy słowa pan, pani, to sygnalizowanie płci w strukturze samych rzeczowników jest nadmiarowe, a więc zbędne.

Ani ja, ani żaden językoznawca jednak nie będziemy narzucać jakiejkolwiek formy użytkownikom polszczyzny14 , skoro kobiety już nazywają siebie socjolożkami czy krytyczkami15 . Zwycięży forma uzualna, używana przez społeczeństwo, cóż vox populi vox Dei. Zdaje się, że nie będzie to jednak vox populi, ale głos dziennikarek feministek, które formy typu prezydentka propagują na łamach prasy16 , por. tytuł na okładce 25. numeru "Wysokich Obcasów" z 24 czerwca 2006 r.: Ségolčne Royal - prezydentka Francji 2007?, ale już w samym artykule ani razu nie pada słowo prezydentka czy ministerka, stale natomiast o kobiecie w użyciach generycznych i predykatywnych prezydent, minister17 .

Różnorodne sposoby adaptacji męskich nazw osobowych do oznaczania kobiet są widoczne już w polszczyźnie historycznej. Badania K. Siekierskiej18 ukazują stały przyrost żeńskich nazw osobowych: i jak w siedemnastowiecznym słowniku Knapiusza stanowią one ok. 10% tego samego typu nazw męskich, przy czym "największa grupa to nazwy zawodów, które często są nazwami żon"19 , tak w osiemnastowiecznym słowniku Troca ich liczba w porównaniu ze stanem z Knapiusza "powiększa się przeszło trzykrotnie (Thesaurus - ok. 90, Dykcjonarz - ponad 300), stanowią też one już ok. 20% nazw męskich. W samych tylko wyrazach hasłowych widać wyraźne spotęgowanie się udziału kobiet w życiu społecznym. Wśród zawodów notujemy takie, jak: Administratorka, Arendarka, Dozorczyna, Faktorka, Farbierka, Infirmarka (w klasztorze), Karczmarka, Klucznica, Koszulniczka, Krowiarka, Kuchmistrzyni, Lichwiarka, Maślarka, Miotlarka, Ochmistrzyni, Pasztetniczka, Perukarka, Piekarka, Rządczyna, Serwitorka w klasztorach do stołu, Szafarka, Urzędniczka, Węglarka, Wendetarka, Wierszopisyni, Wielkorządczyni"20 .

Wszelkie próby przystosowania męskich rzeczowników osobowych do określania zawodów i stanowisk kobiet świadczą nie tylko o politycznej poprawności, która stanowi przedmiot badań socjologa, ale także o roli M. lp. jako morfologicznego reprezentanta rodzaju. Najlepiej o tym, że to właśnie postać M. lp. i jego końcówka wnosi najwięcej informacji o rodzaju, jest jego identyfikatorem, świadczą właśnie wszelkie, propagowane przez środowiska feministyczne, próby ucieczki przed formami typu prezydent, architekt %o kobiecie'; por. choćby tylko sam tytuł artykułu L. Ostałowskiej na ten temat Precz z męską końcówką ("Wysokie Obcasy", nr 49 z 10 XII 2005, s. 32). Tytuł zaś rozmowy przeprowadzonej przez autorkę z prof. J. Bralczykiem W stadzie nawet byki są krowami wskazuje z jednej strony, że z płcią zwierzęcia nie należy wiązać ani nazwy gatunkowej, ani najczęściej używanej na określenie osobnika danego gatunku (dla krów i byków nazwą gatunkową jest bydło rogate), z drugiej zaś - że jednak w odniesieniu do niektórych nazw zwierząt podstawy klasyfikacji rodzajowej są dosłowne, związane z płcią biologiczną. Podobnymi nazwami "gatunkowymi" są takie nazwy, jak magister, doktor czy kanclerz, one przede wszystkim są nazwami stanowiska w ogóle, a nie mężczyzny posiadającego dany tytuł czy pełniącego daną funkcję.

Alina Kępińska
(PJ, 2007, z. 3)
(Uniwersytet Warszawski)

1. K. Pussman, 1551, Historya barzo cudna i ku wiedzieniu potrzebna o stworzeniu nieba i ziemie i innych wszytkich rzeczy, które i żywą na świecie, i jako potem pan Bóg człowieka, to jest Jadama i Jewę z kości jego stworzył, a jako żywota swego na tym świecie dokonali etc. Teraz nowo na polskie z pilnością wyłożona. Drukowano w Krakowie przez Hieronima Scharffenbergera; tu według wydania: K. Pussmana Historyja barzo cudna o stworzeniu nieba i ziemi 1551, wyd. Dr Z. Celichowski, Kraków 1890, s.15. O staropolskich formach typu powód na oznaczenie kobiety mówi też M. Kucała, Rodzaj gramatyczny w historii polszczyzny, Wrocław 1978, s. 47. Stan dawny przypomina też: M. Łaziński, O panach i paniach. Polskie rzeczowniki tytularne i ich asymetria rodzajowo-płciowa, Warszawa 2006, s. 247-248.
2. Chodzi po prostu o to, że wyrazy tak zakończone, jak przykładowy rzeczownik redaktor, nie mogłyby być rodzaju żeńskiego, gdyby nie odnosiły się do kobiet.
3. Końcówki zerowe mają ponadto żeńskie rzeczowniki spółgłoskowe zakończone na spółgłoskę miękką lub stwardniałą, takie jak np. kość, noc, i zwłaszcza nazwy abstrakcyjnych cech, jak np. solidarność.
4. M. Łaziński nie bez racji proponuje, by wyrazy typu minister uznawać tylko za leksemy męskoosobowe, a używane na oznaczenie kobiet - traktować jako takie, które kontekstowo przyjmują żeńskie uzgodnienia składniowe, por. M. Łaziński, O panach i paniach..., op.cit., s. 227.
5. Sporo takich form pojawia się już w czasopismach, np. w "Gazecie Świątecznej" z 26-27 listopada 2005 r. w artykule Jak ocalałam (s. 26) mówi się: amerykańska socjolożka i historyczka czy: jest Pani badaczką, ale zdjęcie bohaterki wywiadu podpisane jest: socjolog i autorka autobiografii.
6. Por. na ten temat M. Łaziński: "W odróżnieniu od niemieckiego jednoznacznego sufiksu żeńskiego -in, słowiańskie sufiksy feminatywne są różnorodne i obsługują jednocześnie inne kategorie słowotwórcze" (M. Łaziński, O panach i paniach..., op.cit., s. 246). Autor dalej (s. 254-257) omawia także ograniczenia fonotaktyczne i estetyczne zastosowania różnorodnych formantów feminatywnych. 7. Niemniej jednak propozycje żeńskich nazw typu magistra, ministra, profesora, czyli powstałych w wyniku paradygmatyzacji odpowiednich nazw męskich, pojawiają się co jakiś czas, por. np. w telewizyjnych Wiadomościach o godz. 19.30 z 5.01.2005 r.
8. W tym jak zdrobnienia nawet od wyrazu bazowego dla całego gniazda słowotwórczego, do którego należałyby tego typu feminatywa, tu: socjologia; zatem socjologijka to niekoniecznie %kobieta socjolog', ale też %zdrobniale o socjologii'. A to wprowadzałoby zbędną homonimię.
9. Oba przyrostki powodują zmiękczenie poprzedzającej spółgłoski, a więc przykładowo: t ć, d dź, a k cz, g ż, czyli tak jak po I prasłowiańskiej palatalizacji spółgłosek tylnojęzykowych, co ostatecznie skutkuje przejściem formantów -ica i -ina po spółgłoskach stwardniałych odpowiednio w -yca i yna, por. w nieco już przestarzałych nazwach żon Konopczyna Konopka, Skarżyna Skarga.
10. Podstawowa postać przyrostka to -yni - po spółgłoskach twardych i stwardniałych, a -ini - po k oraz g, por. gospodyni, sprzedawczyni, ale bogini czy dawne posełkini lub smokini; ten ostatni wyraz tak w kartotece Słownika języka polskiego XVII i 1. połowy XVIII wieku, obok smoczyca.
11. Językoznawca powinien opisywać stan języka, a nie wyprzedzać zmiany. Jednak takie formy, jak krytyczka czy psycholożka, są wprowadzane do polszczyzny nie z powodu ich powszechnego użycia, lecz jako świadomy zabieg dziennikarek i feministek. 12. M. Łaziński mówi w przypisie: "Nazwę pediatrka słyszę już w potocznej polszczyźnie w poczekalniach lekarskich" (O panach i paniach..., op.cit., s. 257). Od nazw męskich z końcówką -a i -ca nowe nazwy zawodów i stanowisk kobiet mogą być nadal tworzone przyrostkiem -yni, por. utrwalone w języku sprzedawczyni czy zdrajczyni, ta ostatnia wprawdzie odczasownikowa, choć nie zawodowa. Z tego względu przykładowe radczyni czy kierowczyni są w pełni poprawne. Jednak nie słyszałam, żeby o kobiecie kierowcy mówiło się kierowczyni.
13. Walka z męską końcówką żeńskich nazw osobowych opiera się na błędnym przekonaniu, że rodzaj w polszczyźnie sygnalizuje tylko struktura morfologiczna wyrazu.
14. Stosunek językoznawców do tego typu reformy języka opisują M. Karwatowska, J. Szpyra-Kozłowska, Lingwistyka płci. Ona i on w języku polskim, Lublin 2005, s. 267-269.
15. Znamienna jest tu zresztą zachodząca na naszych oczach ewolucja; wystarczy porównać przedstawienie sylwetki Kingi Dunin, autorki artykułu Sklep z Żydówkami w "Gazecie Wyborczej" (w nagłówku wyraz Świąteczna) nr 111. 4826 z 14-15 maja 2005, s. 24: "socjolożka, pisarka, krytyk literacki, publicystka "Krytyki Politycznej". Stała felietonistka "Wysokich Obcasów"", w którym obok od dawna obecnych w polszczyźnie takich nazw żeńskich, jak pisarka, publicystka, felietonistka i nowego socjolożka pozostaje nadal krytyk. Pół roku później ta sama autorka jest przedstawiona niemal tak samo, z jednym wyjątkiem: krytyk literacki zmienia się na krytyczka literacka, por. "Gazeta Świąteczna" nr 293. 4996 z 17-18 grudnia 2005, s. 26.
16. Por. też na ten temat uwagę sprzed niemal 40 lat: "Propagowanie odpowiednich form żeńskich takich jak: magisterka, doktorka, ministerka czy ministrzyni itp. (czego domagają się niektórzy korespondenci) nie miałoby sensu i szans powodzenia" (W. Kupiszewski, Tytuły i nazwy zawodowe kobiet, "Poradnik Językowy" 1967, z. 8, s. 372).
17. Por.: "Rozmawiamy w Poitiers, stolicy regionu, którego pani Royal jest prezydentem" (s. 30). Dalej tak samo, w męskiej postaci, o paniach minister: "wśród socjalistów wybiły się Martine Aubry (minister pracy) i Elizabeth Guigou (minister sprawiedliwości, potem pracy). Ale prezydent to co innego" (s. 30). Dalej też: "Feministka, która odmienia rodzinę przez wszystkie przypadki, socjalistka gotowa stosować liberalne pomysły, zawodowy polityk, który zwraca się do wyborców o radę na swej stronie internetowej Pragnienia Przyszłości" (s. 30-31). "Była też pięciokrotnie ministrem i wiceministrem" (s. 33), "Jako minister edukacji kazała pielęgniarkom rozdawać pigułki wczesnoporonne" (s. 35), "Kanclerz Angela Merkel w Niemczech, prezydent Michelle Bachelet w Chile" (s. 37). 18.
Por.: K. Siekierska, Rzeczywistość w słownikach Knapiusza i Troca, "Prace Filologiczne" 1992, XXXVII, s. 259-268.
19. Op.cit., s. 265.
20. Op.cit., s. 266.